Świat, pogrążony w chaosie zostaje oczyszczony przez pięć bogiń zesłanych z niebios zwanych Uatutai. Przywracają pokój dzięki mocy ich pieśni. Każda osiada w innej krainie, pośród swoich licznych zwolenników oraz towarzyszy odzwierciedlających ich charakter (zboczenia seksualne). Po czym pojawia się jeszcze jedna – Zero. Jest bardzo zdeterminowana by zabić siostry, które nie są takie jakby wydawało się na początku.
Podczas gry towarzyszyć nam będzie smok Mikhail oraz wraz z postępami nowi towarzysze. Poboczne postacie wnoszą sporo humoru nieprzerwanie ze sobą dyskutując tudzież dogryzając co jakiś czas.
Jak w poprzednich częściach Drakengard, w tej grafika również jest odpychająca. Gra wygląda jakby ktoś się pomylił i jego pierwotnym zamierzeniem było wydanie jej na platformę ps2. Tła są obrzydliwe, kolory ubogie, a tekstury straszą pikselami. Jakby tego nie było dość, mapy często się powtarzają. Pustynia za dnia i nocą to wcale NIE dwie różne plansze. Jakby tego było mało, przy większej ilości przeciwników gra klatkuje.
Z tego co wyczytałam za same projekty postaci był odpowiedzialny Kimihiko Fujisaka znany z prac nad Drakengard i The Last Story, natomiast głównym projektantem był Taro Yoko, który pełnił tę samą rolę przy Drakengard i Nier. No cóż…teraz wiadomo dlaczego tła są takie brzydkie. Można się tylko pocieszać tym, że w Nier wyglądały gorzej.
| Podobna do Zero |
| A on wygląda jak połączenie Caim +Nier |
Mimo ubytków graficznych, gierka jest niebywale wciągająca. Masakrowanie przeciwników sprawia dużą przyjemność, do czego mamy pokaźny arsenał broni białej pogrupowanej w cztery rodzaje: miecze, włócznie, rękawice oraz okrągłe ostrza - chakramy. Uwaga! Do kompletnego przejścia gry wymagane jest zdobycie wszystkich dostępnych broni, więc lepiej nie przegapiać skrzynek ze skarbami co by to się później nie wracać. W każdej planszy są najwyżej 3, więc nie jest to trudne zadanie. Resztę broni dostaniemy od towarzyszy oraz w zadaniach pobocznych.
Całości dopełnia muzyka. Dobrze dopasowana oraz połączona, to ona tworzy nastrój w grze. Znajdą się tam gitary elektryczne, elektronika oraz żeńskie chórki. Najbardziej podobają mi się te wolniejsze, nastrojowe kawałki przy cutscenkach.
Niestety nie dane jest nam pograć z japońskim dubbingiem. Musimy za niego osobno dopłacić 21zł...chamstwo. Na szczęście angielska wersja jest całkiem dobra. Szczególnie głos Zero jest niski i sarkastyczny co pasuje do postaci. Jedynym minusem będzie Mikhail, który brzmi trochę jak robot.
Grę polecam szczególnie zwolennikom japońskich gier, którzy przymykają oczy na grafikę, przy czym doceniają dobrą fabułę.
Gdyby tak naprawdę wyglądała gra...
A jak wygląda w rzeczywistości...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz